EVS w Alzirze

Wspomnienia byłej wolontariuszki, Oli,  która spędziła 9. miesięcy w Alzirze, gminie położonej w okolicy Walencji. Pracowała w City Council of Alzira, gdzie zajmowała się promocją Erasmusa+ i ideą wolontariatu europejskiego.

Od dłuższego czasu chciałam wyjechać do Hiszpanii by poznać jej prawdziwą stronę, różniącą się od wakacyjnych pocztówek. Zastanawiało mnie jak naprawdę wygląda tam życie i czy faktycznie jest to jeden z najszczęśliwszych narodów.  W małym, nie turystycznym mieście Alzira, miałam okazję przekonać się jak to jest naprawdę.

Mój EVS polegał na pomocy w departamencie urzędu pracy IDEA, gdzie przez 9 miesięcy  zajmowałam się promowaniem programów europejskich oraz nieformalnym nauczeniem języka angielskiego. To właśnie pomoc lokalnym mieszkańcom w nauce angielskiego dawała mi najwięcej satysfakcji i utwierdziła w przekonaniu, że praca z ludźmi jest czymś, co chcę w życiu robić. Nie zapomnę momentu gdy pewnego dnia na moje zajęcia dołączyła przeurocza, ponad 70 letnia kobieta, która naukę języka obcego zaczęła 3 lata wcześniej! Uwielbiam takie osoby, które udowadniają, że nigdy nie jest w życiu za późno by spróbować czegoś nowego.

Gdy pytałam moich uczniów lub mieszkańców: Jak Wam się żyje w Hiszpanii?, zawsze słyszałam – Cudownie! Mamy dobrą pogodę, mamy blisko rodzinę, dobre jedzenie… Nic więcej nam nie potrzeba.

Celebrowanie chwil spędzonych z rodziną  jest tu najważniejsze. Ulice są pełne kawiarni i restauracji gdzie spotkać można dziadków z wnukami, wspólnie zajadającymi się Paellą lub Tapas.

Zwłaszcza w trakcie lokalnego święta Las Fallas zobaczyć można tu pełno rodzin poubieranych w piękne tradycyjne stroje, bawiących się na ulicach miast. Święto, które jedni kochają, inni nienawidzą ze względu na otaczający gwar i huk petard o każdej porze dnia i nocy. Dookoła pełno jest lokalnych orkiestr oraz wielkich, baśniowych monumentów, które tak naprawdę są karykaturą obecnej sytuacji politycznej. Choć prace nad nimi trwają cały rok, to wystawiane są tylko na kilka dni by na końcu mogły zostać spalone na oczach wszystkich mieszkańców. Z pewnością całość robi wrażenie i choć nie wszystko do końca było dla mnie zrozumiałe i po kilku dniach (tygodniach?) zdarzało mi się podzielać niechęć reszty mieszkańców do tej tradycji, to cieszę się, że mogłam w tym uczestniczyć.

Podobnie było z moim EVS. Dostrzegłam plusy i minusy życia w Hiszpanii. Kolorowa strona mieszała się z tą, gdzie różnice kulturowe stawały się wyzwaniem.  Życie w małym mieście bez znajomości języka hiszpańskiego było dla mnie jednym z nich. Byłam jednak tego świadoma przed wyjazdem, i bardzo chciałam sprawdzić jak w tym wszystkim się odnajdę. Ciekawość była silniejsza od strachu przed nieznanym i tęsknotą za tym co zostawiłam w Polsce. Było to doświadczenie, które z pewnością ukształtowało mnie w pewien sposób i wiem, że warto było się tu znaleźć, nie tylko by nauczyć się kolejnego języka ale również by doświadczyć innego życia. Nie gorszego, nie lepszego – po prostu innego. Nie żałować, że nie spróbowałam.

Jeśli chcesz zobaczyć Las Fallas moimi oczami czy moje ulubione miejsca w Alzirze oraz kilka innych bonusów zapraszam pod podany link