„gdybyśmy mieli zostać w jednym miejscu, to byśmy mieli korzenie zamiast stóp”

Bom dia przyjaciele, znajomi, znajomi znajomych, wolontariusze, przyszli wolontariusze i  wszyscy Ci którzy to czytają! Mam na imię Wiola, dumna polka, inżynier z zawodu, ostatnio mieszkająca i pracująca w Warszawie, totalnie pogubiona w tym wielkim mieście, aktualnie aktywna Wolontariuszka w organizacji Mundo Inseparável Associação (MIA) w Portugalii w ramach programu European Voluntary Service  (EVS). Spędzam przecudowny czas z przecudownymi ludźmi pomagając organizacji w promowaniu wszechstronnego rozwoju dzieci i młodzieży poprzez tworzenie formalnych i nieformalnych możliwości edukacyjnych. Mój czas wolny  spędzam w Lizbonie zajadając bacalhau i popijając kawę. Minęły już ponad 2 miesiące od czasu kiedy zaczęłam swoją portugalską przygodę. Początki jak to początki – samolot z turbulencjami, ale przypięta jestem mocnymi pasami – chyba nie wypadnę.

Już sam widok z okien samolotu na szeroki Tag, monumentalną figurę Chrystusa i most 25. Kwietnia robi ogromne wrażenie. Później jest jeszcze lepiej i ciekawiej… Bom dia, obrigada, tudo bem? Pierwsze portugalskie zwroty które słyszę. Totalnie nowe słowa, totalnie nowy język, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Starasz się uczyć słówek każdego dnia, twoje kieszenie wypełnione są małymi karteczkami ze słownictwem a i tak nic nie zapamiętujesz. A z językiem angielskim bywa różnie, jedni znają, drudzy nie, czasem boję się, że zamiast kawy z mlekiem dostane czarną. Tak więc posługiwanie się biegle językiem angielskim to nie wszystko moi drodzy. Nauka języków obcych to przepustka do wszystkiego! Uczmy się ich!

Zwolnij…zwolnij…zwolnij. W Lizbonie żyje się wolniej niż w innych europejskich stolicach. Współczesny pośpiech i zabieganie muszą ustąpić portugalskiemu zamiłowaniu do spokojnego trybu życia. Tutaj czas odmierza się kolejnymi filiżankami kawy, rozmowami z sąsiadem i wspólnym oglądaniem meczów ulubionej drużyny piłkarskiej. Jak to w kulturze południowoeuropejskiej jest, bycie o czasie nie jest normalne, jest przecież tyle okazji żeby się spóźnić. Przerwa na kawę i lunch to rzeczy święte. Tak więc póki co uczę się spóźniać i jeść powoli, nigdy nie myślałam, że będzie tak trudno.

Każdy nowy dzień daje mi nowe doświadczenia, z którymi podzielę się z Wami wkrótce. Mogę powiedzieć, że wybór którego dokonałam w ciągu kilku godzin okazał się szczęśliwy. Na to poczucie szczęścia składa się ogrom czynników, ale jednym organizującym wszystkie pozostałe jest realna odpowiedzialność, którą podejmuję każdego dnia: o której godzinie wstaję (czy w ogóle ustawiam alarm w telefonie), co zjem na śniadanie (o ile w ogóle jem śniadanie), przez codzienne obowiązki, które czekają mnie w organizacji, po snucie planów na weekendową podróż czy nawet przyszłość. I jakoś w ogóle nie ciąży mi ten ciężar odpowiedzialności.Wręcz przeciwnie, z radością go na rękach noszę. Mój projekt wolontariacki, mimo, że dopiero się zaczyna, dostarczył mi niesamowitych wrażeń – możliwość życia w innym państwie to niezapomniane doświadczenie, a praca z osobami z zupełnie odmiennych kultur to przeżycie pozwalające spojrzeć na świat z zupełnie innej, szerszej perspektywy. A przecież gdybyśmy mieli zostać w jednym miejscu, to byśmy mieli korzenie zamiast stóp moi drodzy. Nic, tylko jechać! Satysfakcja i poczucie bycia potrzebną gwarantowane !

 No właśnie…a co ja tutaj dokładnie robię? O tym w kolejnym wpisie.

______________________________________________________________________

Jeśli i Ty chcesz wyjechać za granicę i przeżyć niezapomnianą przygodę – zgłoś się! Napisz do nas na wyjedz@semperavanti.org

Zapraszamy również do zapoznania się z aktualną ofertą wolontariatów na naszej stronie oraz na stronie Europejskiego Korpusu Solidarności.